powrót do listy
powrót do listy
2020-01-21

Metal Hammer 1/2020
Apocalyptica, Cult Of Luna, Podsumowanie Roku, Tribulation, Volbeat, Bölzer, Helloween. Refused, Grand Slam, Gruzja, Non Opus Dei, Hot Streak, Nagrobki, Dawn Of Disease, Ray Alder, Cattle Decapitation, Despised Icon, Strigoi, Lindy-Fay Hella, Blood Incantation
SPIS TREŚCI
Zgrzyt 3
Hard Fax 4
Apocalyptica 8
Cult Of Luna 12
Podsumowanie Roku 14
Tribulation 18
Volbeat 20
Bölzer 22
Helloween 24
Refused 26
Grand Slam 28
Gruzja 30
Non Opus Dei 32
Na Zachód Od Metalu 34
Hot Streak 43
Nagrobki 44
Dawn Of Disease 46
Ray Alder 48
Cattle Decapitation 52
Despised Icon 54
Strigoi 56
Lindy-Fay Hella 58
Blood Incantation 60
Album Miesiąca 62
Recenzje 64
Epicentrum 68
Book Zapłać 69
Za Progiem 70
Zafoceni 72
Die Young 74
ZGRZYT
I to już? Tak szybko minął kolejny rok? Niestety.
Rok 2019 nie przyniósł też muzycznej rewolucji choć, tak naprawdę, chyba nikt już na taką nie czeka. Koncertowo też obyło się bez jakichś objawień; dziesiątki, ba nawet setki koncertów uznanych światowych zespołów-marek to coś, do czego szybko przywykliśmy i co zaczynamy traktować na zasadzie pewnych szablonów: „trzeba być”, „była moc”, „nie było szału” - to sformułowania powtarzające się w pokoncertowych recenzjach, od których roi się na Facebooku już w godzinę po zakończeniu imprezy... W 2019 roku wyjątek od tej koncertowej reguły był tak naprawdę tylko jeden – Rammstein, który na Stadionie Śląskim w Chorzowie rozstrzelał mentalnie polską publiczność (dosłownie też, bo pirotechnicznie był to majstersztyk) i pozostawił ją bez możliwości opowiadania o tym co zobaczyła bez moczenia majtek...
Co jeszcze w tym 2019? Postępujące rozdrobnienie, zalewa nas fala tysięcy nowych zespołów i zespolików, które grają rzetelny rock czy metal. Właśnie rzetelny, bez cienia szaleństwa i geniuszu. Oczywiście nadzieja w starych, sprawdzonych nazwach, ale i te nie są przecież wieczne. Przykładem Slayer, który złożył ostatecznie koncertową broń.
Jest jeszcze jeden aspekt 2019 – doświadczenia pokazują, że większość młodych odbiorców muzyki, słucha jej poprzez platformy streamingowe, często nieświadomie, pozwalając algorytmom wybierać kolejne utwory. To wszystko sprawia, że muzyki, artystów, już się dzisiaj nie poszukuje, znikła radość odkrywania, a jeśli już się pojawia, to na krótko. Rządzą nami algorytmy.
Wszystkiego najlepszego w 2020 roku!
Darek Świtała
Rok 2019 nie przyniósł też muzycznej rewolucji choć, tak naprawdę, chyba nikt już na taką nie czeka. Koncertowo też obyło się bez jakichś objawień; dziesiątki, ba nawet setki koncertów uznanych światowych zespołów-marek to coś, do czego szybko przywykliśmy i co zaczynamy traktować na zasadzie pewnych szablonów: „trzeba być”, „była moc”, „nie było szału” - to sformułowania powtarzające się w pokoncertowych recenzjach, od których roi się na Facebooku już w godzinę po zakończeniu imprezy... W 2019 roku wyjątek od tej koncertowej reguły był tak naprawdę tylko jeden – Rammstein, który na Stadionie Śląskim w Chorzowie rozstrzelał mentalnie polską publiczność (dosłownie też, bo pirotechnicznie był to majstersztyk) i pozostawił ją bez możliwości opowiadania o tym co zobaczyła bez moczenia majtek...
Co jeszcze w tym 2019? Postępujące rozdrobnienie, zalewa nas fala tysięcy nowych zespołów i zespolików, które grają rzetelny rock czy metal. Właśnie rzetelny, bez cienia szaleństwa i geniuszu. Oczywiście nadzieja w starych, sprawdzonych nazwach, ale i te nie są przecież wieczne. Przykładem Slayer, który złożył ostatecznie koncertową broń.
Jest jeszcze jeden aspekt 2019 – doświadczenia pokazują, że większość młodych odbiorców muzyki, słucha jej poprzez platformy streamingowe, często nieświadomie, pozwalając algorytmom wybierać kolejne utwory. To wszystko sprawia, że muzyki, artystów, już się dzisiaj nie poszukuje, znikła radość odkrywania, a jeśli już się pojawia, to na krótko. Rządzą nami algorytmy.
Wszystkiego najlepszego w 2020 roku!
Darek Świtała
ALBUM MIESIĄCA
ROSK
remnants
(Pagan Records)
Debiut ROSK spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem i nawet, jeżeli uciekał jednoznacznym klasyfikacjom, to wydawało się, że wytycza jakąś ścieżkę rozwoju, której zespół w mniejszym czy większym stopniu będzie się trzymał. W tym miejscu pojawia się ponury, melancholijny, akustyczny „remnants” i wywraca wszelkie tego typu oczekiwania do góry nogami. Rzecz jasna, brzmienie tego materiału ma korzenie w debiucie, bo grupa wydestylowała z „Miasma” co bardziej wyciszone momenty i wyniosła je tutaj na pierwszy plan, do roli głównego i w zasadzie jedynego aktora. Po pierwsze to zatem bardzo odważna ewolucja i jednocześnie niemal zupełne odrzucenie estetyki, która napędzała piosenki z „Miasma”. Po drugie, „remnants” mierzy się z bardzo ograniczoną, rachityczną i zupełnie nieefektowną formą, wychodząc z tego pojedynku zwycięsko. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie dobrze napisane, pełne dramaturgii i umiejętnego grania napięciem utwory, bo sama atmosfera to jednak zbyt mało. Ostatecznie to wybitnie nie-singlowa, konceptualna płyta, którą wypada chłonąć jako całość – nawet w większym stopniu, niż debiut. Myślę, że w taki sposób mogliby pisać muzykę Wovenhand, gdyby wykroić z ich utworów religijną żarliwość i uprościć aranżacje do niezbędnego minimum. Piękna, poruszająca rzecz, choć ze względu na ogromny ciężar emocjonalny przeznaczona raczej nie na każdy nastrój. Osiąga dwie wielkie rzeczy, bo idealnie realizuje założenia, jakie ROSK sobie tym razem wytyczyli, unikając jednocześnie dróg na manowce z tych założeń wychodzących, oraz ustanawia sytuację, w której warszawianie są jak enigma. Absolutnie nie wiadomo, jaki będzie ich kolejny ruch.
Adam Gościniak
remnants
(Pagan Records)
Debiut ROSK spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem i nawet, jeżeli uciekał jednoznacznym klasyfikacjom, to wydawało się, że wytycza jakąś ścieżkę rozwoju, której zespół w mniejszym czy większym stopniu będzie się trzymał. W tym miejscu pojawia się ponury, melancholijny, akustyczny „remnants” i wywraca wszelkie tego typu oczekiwania do góry nogami. Rzecz jasna, brzmienie tego materiału ma korzenie w debiucie, bo grupa wydestylowała z „Miasma” co bardziej wyciszone momenty i wyniosła je tutaj na pierwszy plan, do roli głównego i w zasadzie jedynego aktora. Po pierwsze to zatem bardzo odważna ewolucja i jednocześnie niemal zupełne odrzucenie estetyki, która napędzała piosenki z „Miasma”. Po drugie, „remnants” mierzy się z bardzo ograniczoną, rachityczną i zupełnie nieefektowną formą, wychodząc z tego pojedynku zwycięsko. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie dobrze napisane, pełne dramaturgii i umiejętnego grania napięciem utwory, bo sama atmosfera to jednak zbyt mało. Ostatecznie to wybitnie nie-singlowa, konceptualna płyta, którą wypada chłonąć jako całość – nawet w większym stopniu, niż debiut. Myślę, że w taki sposób mogliby pisać muzykę Wovenhand, gdyby wykroić z ich utworów religijną żarliwość i uprościć aranżacje do niezbędnego minimum. Piękna, poruszająca rzecz, choć ze względu na ogromny ciężar emocjonalny przeznaczona raczej nie na każdy nastrój. Osiąga dwie wielkie rzeczy, bo idealnie realizuje założenia, jakie ROSK sobie tym razem wytyczyli, unikając jednocześnie dróg na manowce z tych założeń wychodzących, oraz ustanawia sytuację, w której warszawianie są jak enigma. Absolutnie nie wiadomo, jaki będzie ich kolejny ruch.
Adam Gościniak