
Metal Hammer 8/2021
SPIS TREŚCI
Zgrzyt 3
Hard Fax 4
Motörhead 6
Paradise Lost 10
Perturbator 12
Sepultura 14
Thy Catafalque 16
Lord Of The Lost 18
Decapitated 20
Heaven & Earth 22
Desaster 24
Turnstile 26
Dola 28
Catharsis 30
Black Sabbath 41
Schismopathic 42
Jarun 44
At The Gates 46
Nytt Land 48
Labirynth Entrance 50
Album Miesiąca 52
Recenzje 53
Book Zapłać 62
Za Progiem 64
Epicentrum 65
Zafoceni 66
Odgruzowani 67
Koncerty W Czasach Zarazy 68
Die Young 70
ZGRZYT
Kiedy firma BMG...
zaproponowała nam na wyłączność nigdy wcześniej niepublikowany wywiad z Motörhead, nie wahaliśmy się ani chwili. Tym bardziej, że wywiad pochodzi z okresu gdy zespół ciężką koncertową harówką dopiero budował swoją pozycję na światowej scenie. A jednak po wysłuchaniu zapisu rozmowy słychać, że Lemmy i spółka raczej żyją chwilą, że rock'n'rollowy nastrój był od zawsze zapisany w ich DNA...
W naszym wakacyjnym numerze przeplatamy klasykę z aktualnymi tematami, znajdziecie tu więc wywiady z Sepulturą, Paradise Lost i Decapitated ale też z Dola, Turnstile i Nytt Land. Chcieliśmy też zwrócić Waszą uwagę na projekt Thy Catafalque, który wydał właśnie kolejną genialną płytę. Muzyka ma się dobrze i w tym cała nadzieja!
Darek Świtała
ALBUM MIESIĄCA
THY CATAFALQUE
Vadak
(Season of Mist)
Jeżeli ktoś ma w ogóle rehabilitować pomysł żenienia muzyki folkowej z metalem, to nie oszukujmy się, nie będą to zespoły pokroju Korpiklaani albo Finntroll, tylko artyści, którzy cały folk metal najchętniej wywieźliby do lasu i zakopali tak, żeby nikt go nigdy nie znalazł. Tamás Kátai, który o najbardziej folkowej piosence ze swojej nowej płyty mówi, że jest nią wręcz zażenowany, wydaje się idealnie wpisywać w taki archetyp. Fascynacja węgierską muzyką ludową od zawsze stanowiła jeden z głównych fundamentów brzmienia Thy Catafalque, niezależnie od tego, czy mówimy o bardziej metalowym początkowym okresie działalności zespołu, czy elektroniczno-onirycznym kierunku obranym na „Geometrii” oraz „Naiv”. Jednocześnie nigdy nie stała się na tyle nachalna, żeby móc grozić cepeliadą czy niskobudżetową rekonstrukcją historyczną, zresztą Kátai raczej nie fetyszyzuje tradycyjnego instrumentarium i często daje tej ludowości wybrzmieć w inny sposób, przykładowo w partiach syntezatorów. Generalnie przemycanie tych inspiracji ukradkiem wydaje się całkiem niezłym pomysłem, nawet nie dlatego, że zmierzenie się z nimi z otwartą przyłbicą koniecznie musi się skończyć porażką. Po prostu zachowywanie umiaru mówi o twórcy same dobre rzeczy, natomiast obnoszenie się z ludowością swojej muzyki – raczej złe, będąc świadectwem niewygórowanych ambicji i absencji dobrego smaku. Jak wspomniałem wyżej, Katai nigdy nie przekroczył tej cienkiej czerwonej linii, ale na „Naiv” był tego stosunkowo blisko, przede wszystkim dlatego, że zapomniał o zapewnieniu swoim folkowym wycieczkom odpowiedniego balansu. „Vadak” nawet odważniej niż poprzedniczka czerpie z ludowych źródeł, np. w niebezpiecznie trywialnym „Köszöntsd a hajnalt” albo w „Kiscsikó (Irénke dala)”, który to numer – ani trochę nie przesadzam – brzmi jak Happysad w wersji brass. „Vadak” jest płytą różnorodną nawet jak na płytę Thy Catafalque, ale z całej tej różnorodności przebija jeden wyraźny trend: „Vadak” to znacznie cięższy materiał niż „Geometria” i (zwłaszcza) „Naiv”, jakby Kátai oprócz Yes i węgierskiego folku słuchał ostatnio dużo Thorns. To zmiana na lepsze, bo przywraca zdrową równowagę, której poprzedniej płycie Thy Catafalque mimo wszystko brakowało. Znowu, tak jak na „Geometrii”, imponuje mi wyczucie, z jakim Kátai operuje dość problematycznymi środkami, i pewność w stąpaniu po niepewnym gruncie. Chyba nawet bardziej niż ciężki do pojęcia eklektyzm jego muzyki, który za którymś z kolei razem trochę powszednieje, oczywiście o ile nieprzeciętność może spowszednieć. Tutaj najlepiej widać go w odważnie operujących kontrastami „Móló” i „Gömböc”. Taki „Szarvas” przypomina mi za to ostatnie płyty Enslaved, końcówka „Az Energiamegmaradás Törvénye” to kropka w kropkę „Fjara” Sólstafir, „Piros-sárga” brzmi jak węgierska metalowa odpowiedź na XIII Stoleti (unikając wszelkich negatywnych konotacji takiego porównania), a oparte na szkielecie pianina „A Kupolaváros Titka” oraz „Zúzmara” nawiązują do jedynego nagrania innego projektu Węgra, czyli Neolunar – nawet jeśli nie samym brzmieniem, to oszczędnością środków i kameralną atmosferą. Poza tym jest jak zwykle, ta muzyka niesamowicie skraca dystans między wycyzelowanymi, bogatymi aranżacjami a prostotą przechodzącą w naiwność, a właściwie zlewa te dwie rzeczy w jedno. To też nie przypadek, że w jednym z utworów pojawia się tutaj sampel ze szkolnego podręcznika do rosyjskiego. Takich powidoków, niewyraźnych wspomnień z dzieciństwa jest na „Vadak” więcej, co idealnie zgrywa się z bardzo naturalnym, intuicyjnym wydźwiękiem tych numerów. „Naiv” trochę zawiodła oczekiwania narzucone przez swoją poprzedniczkę, ale nową płytą Kátai wraca na poziom „Geometrii” – nie wiem, czy jest lepiej, ale na pewno nie jest gorzej, a to naprawdę sporo, bo po premierze tamtej płyty ciężko było sobie wyobrazić, że w takim graniu zostało jeszcze cokolwiek do powiedzenia.
Adam Gościniak